Koszmar trwa.

Kolejne rozczarowanie zaserwowała nam nasza drużyna przy okazji ósmej już kolejki IV ligi opolskiej. Półmetek tuż tuż, a wyników jak nie było tak nie ma. Na krótko, optymizm wrócił po skromnej wygranej "na własnych śmieciach" z KS Krasiejów a następnie bardzo dobrym meczu ( choć na własne życzenie przegranym ) w Kędzierzynie. Niestety, starcie z Ozimkiem mimo ogromnych oczekiwań dobrej gry i wyniku, okazało się totalnym niewypałem.

Szereg błędów indywidualnych w obronie oraz brak zimnej krwi i wyrachowania w polu karnym przeciwnika spowodowało że po raz kolejny w tej rundzie musieliśmy przełknąć gorzką pigułkę porażki. Nadzieje i wiara pękły jak bańka mydlana już po niespełna kwadransie, kiedy to po "wielbłądzie" prudnickiej obrony, bezradny Roskosz wyciągał piłkę z siatki. Utrata bramki niestety tradycyjnie już, była wielce destrukcyjna na morale a co za tym idzie na poziom zaangażowania, który topniał wraz z biegiem upływającego czasu gry.

Do przerwy mimo wielu usilnych prób, nie udało się wyrównać choć okazje ku temu były. Warto odnotować uderzenie Romana Formy w słupek, oraz bardzo groźną "główkę" Marcina Wichra po dośrodkowaniu swojego imiennika Rudzkiego. Niestety, tak jak i w wielu wcześniejszych meczach, w ofensywie zarówno szczęście jak i umiejętność zachowania "zimnej głowy" nie były naszymi atutami. W drugiej połowie, obraz gry z minuty na minutę coraz bardziej wydawał się korzystny dla gości z Ozimka. Z poziomu trybun, można było odnieść wrażenie że przeciwnik dysponuje lepszą szybkością, "timingiem" i o zgrozo ... determinacją !

Na domiar złego nasza defensywa zaczęła popełniać "ciurkiem" coraz to poważniejsze błędy, czego konsekwencją była stracona druga bramka, która już całkowicie pozbawiła wszelkich nadziei. Po naszej stronie godna odnotowania akcja po której całkiem niezły w przekroju całego meczu Różański, znalazł się z piłką w dogodnej do strzelenia bramki sytuacji. Niestety decyzja o sposobie jej wykończenia okazała się niewłaściwa i nie udało się zdobyć bramki kontaktowej. Ostatnie minuty to już "męki" zarówno naszych zawodników jak i zgromadzonych kibiców. Końcowy gwizdek sędziego był jakby sygnałem alarmowym, sygnalizującym w jak kiepskim położeniu znajduje się drużyna, a co za tym idzie klub.

Za nami już blisko połowa jesiennych spotkań, a dorobek punktowy niezwykle skromny. Z wielu ust padły już słowa nawiązujące do ewentualnego spadku z ligi i ewentualnych scenariuszy które mogą mieć miejsce w przerwie zimowej, a może wcześniej? Te bardziej pesymistyczne przewidują "exodus" zawodników niezwiązanych emocjonalnie z klubem, który postawi go w jeszcze trudniejszej sytuacji. "Na dobre i na złe"  - prawdopodobnie autoselekcja dokona się sama i tym samym uzyskamy odpowiedzi na wiele nurtujących pytań z korzyścią dla klubu. Na razie wciąż walczymy i mimo niepowodzeń wierzymy w wyjście z marazmu. Najbliższe spotkanie z przeciwnikiem "najwyższych ligowych lotów" w starciu z którym, niezwykle trudno spodziewać się przełamania. Wiara kibica jednak, często nie opiera się na wymiernych argumentach. Czy wiara poczyni cuda ?